

Rudosterki przyjechały do nas aż za Żacholeckiego lasu. Rumcajsa i Hanki nie znały ale Iczyn zobaczyły przez okno pędzącego samochodu! Początkowo chudziutkie i przestraszone. Prawdziwym wyczynem było zrobienie zdjęć! A wizyty towarzyskie Zuzi i Felusia wzbudzały panikę. To samo dotyczyło diety nie znały owoców, warzyw. Miseczki stały nie ruszone. Miały natomiast niezwykły talent do ucieczek. Wiały przy każdej wymianie wody!
Ten fakt ochoczo wykorzystałam. Za każdą łapanką zawinięte w kocyk dostawały kolejno pod nos to winogronko to mandarynkę a w końcu truskawkę. Początkowo atakowały z prawdziwa furią, a kończyły z lubością wysysając soczek. Do borówek już nie musiałam przekonywać. Niestety warzywa nie do końca akceptują, ale cierpliwie podaje im systematycznie porcyjki. Pierwszy raz jadły tez biszkopty chrupki kukurydziane. Niestety orzeszki włoskie podawane przez siatkę nie są wystarczającym argumentem by podejść do ręki. Nie akceptują też budek uszytych przeze mnie, spały tam zaledwie kilka razy. Mam nadzieję że przyczyną są upały a jesienią podobnie jak ich sąsiedzi z lubością będą się przytulały do mięciutkiego polaru.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz