poniedziałek, 1 maja 2017
Ulubiona zabawa Felusia
niedziela, 5 marca 2017
Domek
Konura Ogistobrzucha łacińska nazwa Aratinga Jandaya to ptaszek bardzo towarzyski. Lubi dotyk, szczególnie głaskanie dziobka. I Zuzia i Feluś są od początku przyzwyczajone do kocyka, w nim uspakajają się usypiają! Taki sam kocyk mają luźno włożony w swoim domku uszytym z pianki i polaru. Wtulają się w niego i usypiają. Chętnie przebywają w nim jak nas nie ma i same udają się do niego na noc. Gdy wracamy lub zapalamy światło, natychmiast przylatują do nas. To ich azyl którego nie naruszamy. Nie tylko nasze konury lubią miękkie materiały, znam ptaki które śpią razem ze swoimi właścicielami w pościeli, lubią włazić również pod sweterek ;]
piątek, 24 lutego 2017
Ptasi przyjaciele
Nigdy nie lubiłam ptaków. Zraziły mnie gołębie! Wyjątkowo polubiły mój
balkon. Mieszkałam wtedy w mieście. Nie potrafiłam się od nich uwolnić
balkon był biały od ich ich odchodów. A ja nie nadążałam ze sprzątaniem!
Wydawało mi się że to automaty stworzone do tego celu, aż do momentu
kiedy na mój balkon wpadł młody czarny ptaszek. Początkowo pojawił się
jeden dorosły podobny ptak potem drugi w końcu na wszystkich budynkach w
koło na dachach parapetach osiadła cała chmara podobnych ptaków.
Powstał zgiełk i wielkie zamieszanie. Nie mogłam obserwować co się
stanie - musiałam wyjść do pracy. Jak wróciłam ptaszka już nie było,
pozostałe też zniknęły! Gdybym tego nie widziała, nie uwierzyła bym że
ptaki potrafią być tak zorganizowane. Potrafią się porozumiewać i
działać wspólnie. Pomagać sobie! SZOK Od tego czasu wiem że wiara w
naszą modrość, wyższość jest totalną bzdurą. Może to one są mądrzejsze
nie zmieniając nic w swoim środowisku i otoczeniu. A moje papunie to
następne odkrycie! Potrafią kochać i pokazywać to na wiele sposobów!
Bywają zazdrosne, złośliwe, złe ale to tylko momenty. W przewadze to
jedna wielka miłość mięciutka puszysta delikatna! Nie były ręcznie
karmione, są z woliery ale potrafią doskonale wyczuć mój nastrój! Gdy
zostaję sama natychmiast przylatuj na ramię by mi towarzyszyć. Jak
przeskrobią przepraszają tuląc się do policzka. Podobnie przypominają o
porze karmienia! A czasem bez powodu przylatuj drepcząc swoimi
przemiłymi łapkami po nas. Podobnie czują nastrój naszych gości czasem
są wyraźnie zaniepokojone czasem chcąc zjednać sobie przybysza siadają
gościom na głowie. Niestety zdażyło się też że po głośnej reprymendzie
moja ukochana Zuzia nadleciała nad stół i zawisła na boazerii nad
stolikiem i precyzyjnie trafiła w środek stołu swoim nabojem. Wyraźnie
chciała mnie ukarać. Tak początkowo bałaganiły wszędzie, teraz zdarza
się to sporadycznie. Załatwiają się w kilku miejscach. W domku
wyścielonym mięciutkim kocykiem nigdy się to nie zdarzyło.
balkon. Mieszkałam wtedy w mieście. Nie potrafiłam się od nich uwolnić
balkon był biały od ich ich odchodów. A ja nie nadążałam ze sprzątaniem!
Wydawało mi się że to automaty stworzone do tego celu, aż do momentu
kiedy na mój balkon wpadł młody czarny ptaszek. Początkowo pojawił się
jeden dorosły podobny ptak potem drugi w końcu na wszystkich budynkach w
koło na dachach parapetach osiadła cała chmara podobnych ptaków.
Powstał zgiełk i wielkie zamieszanie. Nie mogłam obserwować co się
stanie - musiałam wyjść do pracy. Jak wróciłam ptaszka już nie było,
pozostałe też zniknęły! Gdybym tego nie widziała, nie uwierzyła bym że
ptaki potrafią być tak zorganizowane. Potrafią się porozumiewać i
działać wspólnie. Pomagać sobie! SZOK Od tego czasu wiem że wiara w
naszą modrość, wyższość jest totalną bzdurą. Może to one są mądrzejsze
nie zmieniając nic w swoim środowisku i otoczeniu. A moje papunie to
następne odkrycie! Potrafią kochać i pokazywać to na wiele sposobów!
Bywają zazdrosne, złośliwe, złe ale to tylko momenty. W przewadze to
jedna wielka miłość mięciutka puszysta delikatna! Nie były ręcznie
karmione, są z woliery ale potrafią doskonale wyczuć mój nastrój! Gdy
zostaję sama natychmiast przylatuj na ramię by mi towarzyszyć. Jak
przeskrobią przepraszają tuląc się do policzka. Podobnie przypominają o
porze karmienia! A czasem bez powodu przylatuj drepcząc swoimi
przemiłymi łapkami po nas. Podobnie czują nastrój naszych gości czasem
są wyraźnie zaniepokojone czasem chcąc zjednać sobie przybysza siadają
gościom na głowie. Niestety zdażyło się też że po głośnej reprymendzie
moja ukochana Zuzia nadleciała nad stół i zawisła na boazerii nad
stolikiem i precyzyjnie trafiła w środek stołu swoim nabojem. Wyraźnie
chciała mnie ukarać. Tak początkowo bałaganiły wszędzie, teraz zdarza
się to sporadycznie. Załatwiają się w kilku miejscach. W domku
wyścielonym mięciutkim kocykiem nigdy się to nie zdarzyło.
środa, 15 lutego 2017
Wiosna
Feluś całkowicie zmienił wygląd. Przestałam rozróżniać ptaszki. Jedyna bardzo widoczna różnica między nimi to obrączka na łapce Felusia. Samczyk wypiękniał i nawet jego inny w kształcie łepek (jakby walnięty patelnią) bardziej się zaokrąglił. Zuzia też miała obrączkę, lecz za ciasną. Łapka zaczęła jej puchnąć i konieczne było przecięcie obrączki! Nowej nie zakładałyśmy! Kolory papużek nabrały głębi. Puszyste piórka całkowicie zakryły miejsca przerzedzone i zastąpiły poprzednie młodzieńcze zielone.Dni zaczęły być coraz cieplejsze. W południe kiedy powietrze osiągało odpowiednią temperaturę wystawiałyśmy klatki na słonko.
sobota, 28 stycznia 2017
piątek, 27 stycznia 2017
Smycz
Po tym incydencie kupiłam smycz. Zakładanie okazało się prawdziwym dramatem mimo że spacerki bardzo jej się podobały! Siedziała z nami w ogrodzie. Wygrzewała się w słonku i była bardzo łagodna. Pozwalałyśmy jej pochodzić po trawce. Słowem sielanka jednak zdejmowanie smyczy to był kolejny dramat! Obrażała się na nas przestawała przylatywać na ramię, zwracać na nas uwagę. Nawet zaczęła się bać. Po dwóch dniach piórka na brzuszku zaczęły jej dziwnie odstawać - okazało się że nasza Zuzia ma kleszcza!
Zakładanie smyczy zostało ODROCZONE!
środa, 25 stycznia 2017
Ucieczka Zuzi!
Felusia jeszcze z nami nie było.W pierwszej chwili myślałam że to żart że Zuzia wskoczyła mi na głowę w czasie wychodzenia ale przestraszy się i wróci do pomieszczenia! Papugi są bardzo ostrożne Do dziś gdy siedzi mi na głowie i przechodzę do innego pomieszczenia ucieka z powrotem na swoje drzewko Niestety nie tym razem, przeskoczyła na drzewko w ogrodzie a po chwilce była już na kominie !Byłam załamana! Wołałam prosiłam nic z tego! Zaczęłam godzić się ze stratą i wtedy wpadłam na pomysł wystawienia na zewnątrz klatki z nierozłączkami ! O dziwo zaczęły ćwierkać i Zuzia która zniknęła mi z oczu odpowiedziała! Czekałam cierpliwie, nasypałam ulubionych ziarenek do miseczki wystawiałam wodę Trwało to bardzo długo ćwierkały, rozmawiały nawoływały się nawzajem i dopiero jak zaczęło się ściemniać Zuzia wróciła. Sfrunęła na klatkę Puzia i Pchełki którą natychmiast wniosłam do domu! Ale ulga!
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Powitanie Felusia
Szok! Nasza miła łagodna Zuzia na widok Felusia oszalała. Dziobała go i tłukła skrzydełkami krzyczała. Ale na wrzask Felusia wpadała w panikę i uciekając uderzała w okno i różne sprzęty. Postanowiłyśmy go zamknąć w klatce. Siedział tam dwa dni nie jadł nie pił. Siedział a właściwie wisiał w kąciku klatki. Wyglądało to bardzo źle. Zuzia zaglądała coraz częściej, a nawet przestała krzyczeć. Wyglądało że też się niepokoi. Kolejne wypuszczenie Felusia stanowiło przełom! Ptaszek wręcz rzucił się a na jabłko i jadł, jadł, jadł i jadł. I znowu strach że taka ilość musi mu zaszkodzić. Wydawało się że trzy dniowa porcja zjedzona łapczywie w ciągu krótkiego czasu, nie wyjdzie mu na zdrowie.Zuzia jakoś przycichła obserwowała z dystansu. Na noc chciałyśmy go zamknąć do klatki i... Zuzia wskoczyła mi na głowę chcąc dziobnąć mnie w oko - BYŁAM ZASZOKOWANA. Szybko jednak zorientowała się że, nie zabieramy Felusia i nie dzieje mu się krzywda, że jest opatulony znanym jej kocykiem w którym usypiała. Przepraszająco przytuliła dziobek do mojego policzka. I jak to z nią często bywa rozładowała napięcie, bacznie jednak obserwując czy Feluś nie zajął czasem jej należnego miejsca w naszym sercu.
sobota, 7 stycznia 2017
Jak się zaczęło - Felicjan:
Felusia kupiłyśmy dopiero rok później. Ogłoszenie znalazłyśmy w Czechach. Okazało się, że to nie daleko w niejakich Hraběšicach. Po rozmowie z hodowcą wsiadłyśmy w piękny, słoneczny, jesienny dzień do samochodu i w niedługim czasie znalazłyśmy się w przepięknej miejscowości w górach. Szukając adresu zapytałyśmy tubylców sączących złociste czeskie piwo o wskazówki. Z wyrazu twarzy naszych rozmówców wyczytałyśmy zapowiedź nadchodzących kłopotów. Rozmowa telefoniczna z hodowcą potwierdziła naszą beznadziejną sytuacje. Okazało się, że miejscowość w której mieszka hodowca to nie Hraběšice tylko Hrabětice w okręg Znojmo mniej więcej 300 km na południe od Hraběšic. Słońce zbladło, góry też zaczęły wydawać się bardziej ponure. Wpadłyśmy w rozpacz, ale wizja pięknego partnera dla naszej Zuzi zmotywowały do ryzyka i dalszej podróży. Późnym wieczorem dotarłyśmy na miejsce. Nasz wymarzony ptaszek okazał się być nie koniecznie rasy janday (ognistobrzucha). Dzięki telefonom znalazłyśmy w okolicy kolejnego hodowce. Na nasze nieszczęście komórka i GPS siadły... Wbrew pozorom nasze języki nie są podobne, a próby jakiejkolwiek komunikacji spełzły na niczym. Uratował nas kierowca tira z Polski. Dotarłyśmy szczęśliwie na miejsce, a ptaszek okazał się również właściwy. Po usłyszeniu naszej historii odnaleźliśmy jednak wspólną płaszczyznę porozumienia. Nasz hodowca częściowo rozumiejący j. Polski skomentował to jednym wyrażeniem „O kur...” dzięki czemu poczułyśmy prawdziwą więź między naszymi narodami. Na szczęście ptaszek okazał bardzo sympatyczny i na dzień dobry prawie odgryzł palec i to był Feluś ;]
Jego pierwsze zdjęcie:
W porównaniu z naszą piękną Zuzią nasz triumf zdobywców zrzedł:
Feluś nie prezentował się najlepiej.
Miałyśmy wątpliwości czy Feluś kiedykolwiek dorówna urodą Zuzi.
piątek, 6 stycznia 2017
Jak się zaczęło - Zuzia:
Z naturalnej miłości do zwierząt (z lekka dozą szaleństwa: byli hodowcy rybek, szynszyli, patyczaków, alpak, psów i kota ;P ) przyszła kolej na papugi. Pierwsze były puźki ( Puzio oraz Pchełka – nierozłączki). Konury ognistobrzuchej szukaliśmy po całej Polsce. W końcu kupiłyśmy ją u hodowcy oddalonego 50 km od nas. Tak znalazła się w naszym domu Zuzia. Zabrana od rodziców między którymi spędzała większość dnia, tulona i ogrzewana, sprawiała wrażenie bardzo nieszczęśliwej i zagubionej. Aby temu zaradzić z pudełka plastikowego z ikei płata gąbki i kocyka uszyłam domek! Niestety ptaszyna nie bardzo chciała tam wchodzić. Jedynym sposobem było łapanie jej i usypianie w kocyku. Nie było to łatwe! Ptaszek hodowany w wolierze obok innych wolier z gromadą przeróżnych ptaków, nie bardzo ufał człowiekowi. Na widok miotły czy patyka wpadała w panikę. Jedynym sposobem złapania było zgaszenie światła i łapanie po ciemku! Początkowo łapanie powodowało ogromny stres ale stopniowo ptaszek otulany ciepłym mięciutkim kocykiem wyraźnie się odprężał tulił popiskiwał cichutko aż w końcu usypiał. Zaczynało to sprawiać przyjemność naszej Zuzi. Uśpioną przenosiłyśmy do domku. Z różnym skutkiem czasem rozżalona wracała. Po jakimś czasie w czasie naszej nieobecności sama wchodziła do domku i tam nocowała. Łapanie również przestało sprawiać kłopot. Zuzia pozwalała się złapać a nawet była wyraźnie nie zadowolona jak z jakiegoś powodu nie łapaliśmy jej!
Subskrybuj:
Posty (Atom)























