Z naturalnej miłości do zwierząt (z lekka dozą szaleństwa: byli hodowcy rybek, szynszyli, patyczaków, alpak, psów i kota ;P ) przyszła kolej na papugi. Pierwsze były puźki ( Puzio oraz Pchełka – nierozłączki). Konury ognistobrzuchej szukaliśmy po całej Polsce. W końcu kupiłyśmy ją u hodowcy oddalonego 50 km od nas. Tak znalazła się w naszym domu Zuzia. Zabrana od rodziców między którymi spędzała większość dnia, tulona i ogrzewana, sprawiała wrażenie bardzo nieszczęśliwej i zagubionej. Aby temu zaradzić z pudełka plastikowego z ikei płata gąbki i kocyka uszyłam domek! Niestety ptaszyna nie bardzo chciała tam wchodzić. Jedynym sposobem było łapanie jej i usypianie w kocyku. Nie było to łatwe! Ptaszek hodowany w wolierze obok innych wolier z gromadą przeróżnych ptaków, nie bardzo ufał człowiekowi. Na widok miotły czy patyka wpadała w panikę. Jedynym sposobem złapania było zgaszenie światła i łapanie po ciemku! Początkowo łapanie powodowało ogromny stres ale stopniowo ptaszek otulany ciepłym mięciutkim kocykiem wyraźnie się odprężał tulił popiskiwał cichutko aż w końcu usypiał. Zaczynało to sprawiać przyjemność naszej Zuzi. Uśpioną przenosiłyśmy do domku. Z różnym skutkiem czasem rozżalona wracała. Po jakimś czasie w czasie naszej nieobecności sama wchodziła do domku i tam nocowała. Łapanie również przestało sprawiać kłopot. Zuzia pozwalała się złapać a nawet była wyraźnie nie zadowolona jak z jakiegoś powodu nie łapaliśmy jej!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz