piątek, 27 stycznia 2017

Smycz

Po tym incydencie kupiłam smycz. Zakładanie okazało się prawdziwym dramatem mimo że spacerki bardzo jej się podobały! Siedziała  z nami w ogrodzie. Wygrzewała się w słonku i była bardzo łagodna. Pozwalałyśmy jej pochodzić po trawce. Słowem sielanka jednak zdejmowanie smyczy to był kolejny dramat! Obrażała się na nas przestawała przylatywać na ramię, zwracać na nas uwagę. Nawet zaczęła się bać. Po dwóch dniach  piórka na brzuszku zaczęły jej dziwnie odstawać - okazało się że nasza Zuzia ma kleszcza!
Zakładanie smyczy zostało ODROCZONE!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz