Szok! Nasza miła łagodna Zuzia na widok Felusia oszalała. Dziobała go i tłukła skrzydełkami krzyczała. Ale na wrzask Felusia wpadała w panikę i uciekając uderzała w okno i różne sprzęty. Postanowiłyśmy go zamknąć w klatce. Siedział tam dwa dni nie jadł nie pił. Siedział a właściwie wisiał w kąciku klatki. Wyglądało to bardzo źle. Zuzia zaglądała coraz częściej, a nawet przestała krzyczeć. Wyglądało że też się niepokoi. Kolejne wypuszczenie Felusia stanowiło przełom! Ptaszek wręcz rzucił się a na jabłko i jadł, jadł, jadł i jadł. I znowu strach że taka ilość musi mu zaszkodzić. Wydawało się że trzy dniowa porcja zjedzona łapczywie w ciągu krótkiego czasu, nie wyjdzie mu na zdrowie.Zuzia jakoś przycichła obserwowała z dystansu. Na noc chciałyśmy go zamknąć do klatki i... Zuzia wskoczyła mi na głowę chcąc dziobnąć mnie w oko - BYŁAM ZASZOKOWANA. Szybko jednak zorientowała się że, nie zabieramy Felusia i nie dzieje mu się krzywda, że jest opatulony znanym jej kocykiem w którym usypiała. Przepraszająco przytuliła dziobek do mojego policzka. I jak to z nią często bywa rozładowała napięcie, bacznie jednak obserwując czy Feluś nie zajął czasem jej należnego miejsca w naszym sercu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz