piątek, 27 stycznia 2017

Smycz

Po tym incydencie kupiłam smycz. Zakładanie okazało się prawdziwym dramatem mimo że spacerki bardzo jej się podobały! Siedziała  z nami w ogrodzie. Wygrzewała się w słonku i była bardzo łagodna. Pozwalałyśmy jej pochodzić po trawce. Słowem sielanka jednak zdejmowanie smyczy to był kolejny dramat! Obrażała się na nas przestawała przylatywać na ramię, zwracać na nas uwagę. Nawet zaczęła się bać. Po dwóch dniach  piórka na brzuszku zaczęły jej dziwnie odstawać - okazało się że nasza Zuzia ma kleszcza!
Zakładanie smyczy zostało ODROCZONE!


środa, 25 stycznia 2017

Ucieczka Zuzi!

Felusia jeszcze z nami nie było.W pierwszej chwili myślałam że to żart że Zuzia wskoczyła mi na głowę w czasie wychodzenia ale przestraszy się i wróci do pomieszczenia! Papugi są bardzo ostrożne  Do dziś gdy siedzi mi na głowie i przechodzę do innego pomieszczenia ucieka z powrotem na swoje drzewko Niestety nie tym razem, przeskoczyła na drzewko w ogrodzie a po chwilce była już na kominie !Byłam załamana! Wołałam prosiłam nic z tego! Zaczęłam godzić się ze stratą i wtedy wpadłam na pomysł wystawienia na zewnątrz klatki z nierozłączkami ! O dziwo zaczęły ćwierkać i Zuzia która zniknęła mi z oczu odpowiedziała! Czekałam cierpliwie, nasypałam ulubionych ziarenek do miseczki wystawiałam wodę Trwało to bardzo długo ćwierkały, rozmawiały nawoływały się nawzajem i dopiero jak zaczęło się ściemniać Zuzia wróciła. Sfrunęła na klatkę Puzia i Pchełki którą natychmiast wniosłam do domu! Ale ulga!


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Powitanie Felusia

Szok! Nasza miła łagodna Zuzia na widok Felusia oszalała. Dziobała go i tłukła skrzydełkami krzyczała. Ale na wrzask Felusia wpadała w panikę i uciekając uderzała w okno i różne sprzęty. Postanowiłyśmy go zamknąć w klatce. Siedział tam dwa dni nie jadł nie pił. Siedział a właściwie wisiał w kąciku klatki. Wyglądało to bardzo źle. Zuzia zaglądała coraz częściej, a nawet przestała krzyczeć. Wyglądało że też się niepokoi. Kolejne wypuszczenie Felusia stanowiło przełom! Ptaszek wręcz rzucił się a na jabłko i jadł, jadł, jadł i jadł. I znowu strach że taka ilość musi mu zaszkodzić. Wydawało się że trzy dniowa porcja zjedzona łapczywie w ciągu krótkiego czasu, nie wyjdzie mu na zdrowie.Zuzia jakoś przycichła obserwowała z dystansu. Na noc chciałyśmy go zamknąć do klatki i... Zuzia wskoczyła mi na głowę chcąc dziobnąć mnie w oko - BYŁAM ZASZOKOWANA. Szybko jednak zorientowała się że, nie zabieramy Felusia i nie dzieje mu się krzywda, że jest opatulony znanym jej kocykiem w którym usypiała. Przepraszająco przytuliła dziobek do mojego policzka. I jak to z nią często bywa rozładowała napięcie, bacznie jednak obserwując czy Feluś nie zajął czasem jej należnego miejsca w naszym sercu.


sobota, 7 stycznia 2017

Jak się zaczęło - Felicjan:

Felusia kupiłyśmy dopiero rok później. Ogłoszenie znalazłyśmy w Czechach. Okazało się, że to nie daleko w niejakich Hraběšicach. Po rozmowie z hodowcą wsiadłyśmy w piękny, słoneczny, jesienny dzień do samochodu i w niedługim czasie znalazłyśmy się w przepięknej miejscowości w górach. Szukając adresu zapytałyśmy tubylców sączących złociste czeskie piwo o wskazówki. Z wyrazu twarzy naszych rozmówców wyczytałyśmy zapowiedź nadchodzących kłopotów. Rozmowa telefoniczna z hodowcą potwierdziła naszą beznadziejną sytuacje. Okazało się, że miejscowość w której mieszka hodowca to nie Hraběšice tylko Hrabětice w okręg Znojmo mniej więcej 300 km na południe od Hraběšic. Słońce zbladło, góry też zaczęły wydawać się bardziej ponure. Wpadłyśmy w rozpacz, ale wizja pięknego partnera dla naszej Zuzi zmotywowały do ryzyka i dalszej podróży. Późnym wieczorem dotarłyśmy na miejsce. Nasz wymarzony ptaszek okazał się być nie koniecznie rasy janday (ognistobrzucha). Dzięki telefonom znalazłyśmy w okolicy kolejnego hodowce. Na nasze nieszczęście komórka i GPS siadły... Wbrew pozorom nasze języki nie są podobne, a próby jakiejkolwiek komunikacji spełzły na niczym. Uratował nas kierowca tira z Polski. Dotarłyśmy szczęśliwie na miejsce, a ptaszek okazał się również właściwy. Po usłyszeniu naszej historii odnaleźliśmy jednak wspólną płaszczyznę porozumienia. Nasz hodowca częściowo rozumiejący j. Polski skomentował to jednym wyrażeniem „O kur...” dzięki czemu poczułyśmy prawdziwą więź między naszymi narodami. Na szczęście ptaszek okazał bardzo sympatyczny i na dzień dobry prawie odgryzł palec i to był Feluś ;]

Jego pierwsze zdjęcie:


W porównaniu z naszą piękną Zuzią nasz triumf zdobywców zrzedł:
Feluś nie prezentował się najlepiej.


Miałyśmy wątpliwości czy Feluś kiedykolwiek dorówna urodą Zuzi.

piątek, 6 stycznia 2017

Jak się zaczęło - Zuzia:

Z naturalnej miłości do zwierząt (z lekka dozą szaleństwa: byli hodowcy rybek, szynszyli, patyczaków, alpak, psów i kota ;P ) przyszła kolej na papugi. Pierwsze były puźki ( Puzio oraz Pchełka – nierozłączki). Konury ognistobrzuchej szukaliśmy po całej Polsce. W końcu kupiłyśmy ją u hodowcy oddalonego 50 km od nas. Tak znalazła się w naszym domu Zuzia. Zabrana od rodziców między którymi spędzała większość dnia, tulona i ogrzewana, sprawiała wrażenie bardzo nieszczęśliwej i zagubionej. Aby temu zaradzić z pudełka plastikowego z ikei płata gąbki i kocyka uszyłam domek! Niestety ptaszyna nie bardzo chciała tam wchodzić. Jedynym sposobem było łapanie jej i usypianie w kocyku. Nie było to łatwe! Ptaszek hodowany w wolierze obok innych wolier z gromadą przeróżnych ptaków, nie bardzo ufał człowiekowi. Na widok miotły czy patyka wpadała w panikę. Jedynym sposobem złapania było zgaszenie światła i łapanie po ciemku! Początkowo łapanie powodowało ogromny stres ale stopniowo ptaszek otulany ciepłym mięciutkim kocykiem wyraźnie się odprężał tulił popiskiwał cichutko aż w końcu usypiał. Zaczynało to sprawiać przyjemność naszej Zuzi. Uśpioną przenosiłyśmy do domku. Z różnym skutkiem czasem rozżalona wracała. Po jakimś czasie w czasie naszej nieobecności sama wchodziła do domku i tam nocowała. Łapanie również przestało sprawiać kłopot. Zuzia pozwalała się złapać a nawet była wyraźnie nie zadowolona jak z jakiegoś powodu nie łapaliśmy jej!